Adam Grudzień opiekuje się tym miejscem wraz z Patrycją Berdys. Razem zajmują się wszystkim tym, co dzieje się w galerii: od merytorycznej oprawy wystaw, przez zapraszanie artystów, projektowanie materiałów poligraficznych, aż po administrację. Oboje studiują na wrocławskiej Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta.
Zarządzanie galerią przejęli po Kamilu Moskowczenko (który obecnie pełni obowiązki asystenta) i Piotra Blajerskiego – absolwentów ASP, którzy przekształcili zniszczały sklep mięsny na wnętrze galerii typu white-cube.
Aktualni opiekunowie przestrzeni w ostatnim czasie odświeżyli formułę galerii i zmienili jej nazwę z EMDES na MDS – „Miejsce Dla Sztuki”.
Galeria MDS jest galerią sztuki współczesnej ASP we Wrocławiu. Jak przekonują kuratorzy, nie znaczy to jednak, że wystawiane prace są takie same, jak te, które są eksponowane na uczelni. Projekty zrealizowane w galerii mają charakter problemowy, tzn. nie są dziełem sztuki samym w sobie. Ich głównym celem jest postawienie odbiorcy w sytuacji, w której ma on zadać sobie kilka podstawowych pytań na temat poruszonego problemu, w nawiązaniu do znanego pytania „co artysta miał na myśli?”.
MDS to wyjątkowe miejsce na mapie Wrocławia i Nadodrza. W jaki sposób galeria sztuki współczesnej wpisuje się w postindustrialny obszar dzielnicy?
AG: Jest to na pewno nowa przestrzeń w tej okolicy. Otwarta galeria przykuwa uwagę już dzięki mocnemu oświetleniu pomieszczenia. Do środka może wejść każdy, bez najmniejszego problemu. Galeria czynna jest zazwyczaj w godzinach od 15 do 19, chyba, że informacja podana na witrynie wskazuje inne godziny.
Zadaniem sztuki współczesnej z MDS jest wprowadzenie świeżości, czegoś zupełnie nowego. Dzięki niej zachęcamy również do spojrzenia na problemy współczesnej kultury.
Poprzez ekspozycję sztuki w godzinach popołudniowych mamy nadzieję dotrzeć do mieszkańców Nadodrza oraz pozostałych wrocławian, którzy do południa są zajęci swoimi obowiązkami. Chętnie spędzamy czas z gośćmi, wspólnie rozmawiamy o prezentowanych pracach, popijając herbatę. Nie pobieramy opłat za zwiedzanie wystawy. Galeria sponsorowana jest z budżetu Akademii Sztuk Pięknych im. Eugeniusza Gepperta oraz Samorządu Studenckiego uczelni.
Organizowane przez MDS wernisaże każdorazowo przyciągają liczną grupę gości. Jakie to osoby? Czy mieszkańcy Nadodrza i sąsiednich osiedli, dzielnic, chętnie tu zaglądają?
AG: Tak jak wspomniałem, jesteśmy otwarci na mieszkańców miasta i Nadodrza. Rzeczywiście, zdarza się ich spotkać na naszych wernisażach. W większości jednak są to osoby młode, zajmujące się na co dzień sztuką i kulturą współczesną. Zdarza się, że na ekspozycje przychodzą pedagodzy, profesorzy z uczelni czy recenzenci z lokalnych gazet.
Nadodrze ma wielki potencjał. Jest już porównywane do zabytkowych, artystycznych przestrzeni wielkomiejskich, takich jak paryskie Montmartre, będącej niegdyś centrum rozrywki i główną siedzibą bohemy artystycznej stolicy Francji. Dzielnicę porównuje się również do berlińskiego Kreuzberg, którą tworzy mozaika subkultur, artystów i anarchistów, spotykających się m.in. w jednym z najsławniejszych klubów muzycznych świata – SO36, który uchodzi za kolebkę niemieckiego punk rock’a. Jaka wizja Nadodrza kształtuje się przed Panem?
AG: Jest to bardzo trudne pytanie, bo odnosi się do kierunku, w jakim dzielnica mogłaby ewoluować. W okolicy już teraz można odczuć wydźwięk tego, co działo się niegdyś w Berlinie. Jest przecież Centrum Reanimacji Kultury oraz spokrewniona ideologicznie Galeria U, która utrzymuje się dzięki prywatnej inicjatywie, chociaż nie jest galerią komercyjną. Otwierają się również pracownie ceramiczne; teraz tylko czekać, aż zostaną wprowadzone innowacje: kiedy przy pracowni artystycznej, będzie również przedszkole, by rodzice, którzy wybiorą taką formę spędzenia czasu, mogli spokojnie zostawić swoje dziecko w interaktywnej, bliskiej im przestrzeni.
A czy są to bezpośrednie wpływy z zagranicy? Nie jestem do końca przekonany, choć na pewno nie odbyło się bez inspiracji. Galeria MDS działa na troszeczkę innej zasadzie niż placówki działające w kolektywie. Nie zamykamy się na jednokierunkowy przekaz, nie propagujemy żadnej ideologii, ani nie narzucamy mód. Choć obecna wystawa “Małe rewolucje” autorstwa Grzegorza Łoznikowa ociera się o buntownicze przekonania wobec zastanych dogmatów. Celem galerii nie jest kreowanie mody na bunt. Interesują nas raczej te rejony myśli i materii, w których można odnaleźć wiele odpowiedzi.
Obszar dynamicznie się zmienia, podlega rewitalizacji, a w celu umocnienia tożsamości i poprawy komfortu życia, lokalna społeczność jest zachęcana do wielu przedsięwzięć. Rodzą się nowe przestrzenie aktywizujące ludzi, otwarte na dialog i szeroko rozumianą kulturę. Jakie są możliwości, szanse, aby mieszkańcy – dzięki sztuce, przy współpracy z artystami – mieli wpływ na kształt i rozwój przestrzeni? Czy sztuka współczesna z MDS wyjdzie również na ulice?
AG: Przyznam, że myślałem o tego typu inicjatywie. Jednak zależałoby to od indywidualnego projektu i ogólnego zamierzenia. Zazwyczaj prace wystawiane w galerii są dosyć delikatne – to przede wszystkim obrazy i rzeźby, które nie nadają się do wędrówek po okolicy. Jednak jeśli w grę wchodziłby performance lub inne działania spokrewnione np. z działaniami parateatralnymi, mogłoby to być atrakcyjne i jednocześnie zaskakujące dla przechodniów. Cała reszta zależy od artystów…
W okolicy powstaje nowoczesna dzielnica Promenady Wrocławskie, swoiste miasto w mieście, w którym zamieszka nawet 6 000 osób. Jakie dostrzega Pan korzyści wynikające z realizacji projektu nowej dzielnicy Wrocławia?
AG: Na pewno jest to świetna sytuacja i mamy nadzieję, że część z tych osób, która interesuje się sztuką współczesną, będzie nas odwiedzała i to nie tylko na wernisażach. Wydarzenia są cykliczne, odbywają się mniej więcej raz w miesiącu. Wystawiając artystów, tworzymy też kolekcję prac młodych twórców. Jest to doskonała sytuacja dla tych, którzy pasjonują się wschodzącymi talentami. Zresztą, może część z nich zamieszka w przyszłości w okolicy?
Wspomnę tylko, że aż czterech absolwentów ASP z różnych miast Polski, którzy wystawiali w galerii MDS, zostało zakwalifikowanych do Konkursu Gepperta, jednego z ważniejszych wydarzeń w środowisku na skalę Polski. Nie chcę powiedzieć, że propagujemy tylko tych o największym potencjale, najlepszych przyszłego światka sztuki, ale dzięki wystawom indywidualnym bądź zbiorowym w naszej galerii otwiera się wiele drzwi i możliwości.
Teraz na przykład Ewelina Sośniak, która miała dwie wystawy w galerii MDS, próbuje swoich sił w Berlinie, natomiast Piotr Flądro, zdobywca stypendium “Młoda Polska”, występuje w przestrzeniach galeryjnych w Warszawie. Niestety, sztuka w Polsce jest scentralizowana. Wrocław, między Berlinem a Warszawą, stoi gdzieś na uboczu, co na pewno zmieni się po roku 2014, kiedy ruszą dofinansowania unijne na kulturę.
Czy Promenady Wrocławskie mogą być interesującą przestrzenią dla artystów? Dlaczego?
AG: Myślę, że tak! A dlaczego i jak bardzo to się okaże, gdy dzielnica będzie już funkcjonowała, żyła własnym życiem i była częścią tkanki miejskiej. To, czy Promenady będą interesującą przestrzenią dla artystów, zależy również od tego jacy ludzie będą mieszkać w dzielnicy i jaki będzie jej klimat, możliwości rozwoju sztuki, artystów.
Jako artysta, osoba odpowiedzialna za galerię MDS, obserwuje Pan mieszkańców Nadodrza z najbliższej perspektywy. Czy widzi Pan ich potrzeby, które mogłyby zostać zrealizowane właśnie dzięki sztuce czy nowej, powstającej dzielnicy?
AG: Trudno jest mi nazywać siebie artystą. Myślę, że to duża odpowiedzialność tak o sobie powiedzieć. Bliższe słowo, które mnie określa, to na pewno adept, który kiedyś, mam nadzieję, przerodzi się w mistrza – i to pewnie jest ten artysta!
Dlatego też między innymi zająłem się kuratorowaniem wystaw. To daje dystans do otoczenia. Można na wiele spraw popatrzeć z boku, bez przywiązania – tej zdradliwej żądzy rezultatu. Poza tym można poznać ludzkie potrzeby, to o czym Pan wspomina. Z tego co zauważyłem, wielkie zainteresowanie budzą w mieszkańcach Wrocławia zbliżające się Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, Polska – Ukraina 2012.
Chcielibyśmy odpowiedzieć na zainteresowanie i zorganizować wystawę poświęconą temu wydarzeniu. Nie będę zdradzał szczegółów, żeby nie zapeszać.
Jaka wystawa w najbliższym czasie odbędzie się w MDS?
AG: Najbliższa wystawa będzie nosiła tytuł “Wśród nocnej ciszy”. To pierwsza indywidualna wystawa Łukasza Rachwalaka, która odbędzie się już 15 grudnia. Będzie w całości poświęcona Świętom Bożego Narodzenia w nieco odmienionej konwencji. W jakiej? Aby się dowiedzieć, serdecznie zapraszamy.
Najbliższy wernisaż już 15 grudnia: „WŚRÓD NOCNEJ CISZY” Łukasz Rachwalak
Więcej informacji o MDS: http://miejscedlasztuki.blogspot.com/







Komentarze
Powered by Facebook Comments